W roli Sławomira Mrożka występuje Czesława Świderska, aranżując oryginalny tekst troszkę po swojemu.
Niestety, nie mogę powiedzieć, by koleżanki, koledzy z biura i władze w R uważali mnie za osobę wybitną, o szerokim umyśle. Postanowiłam im pokazać, że się mylą! I pomyślałam sobie tak: trzeba by wymyślić jakiś system filozoficzny, albo myśl jakąś nową. Wtedy by mnie szanowali. Cóż, kiedy nic specjalnego nie przychodziło mi do głowy.
I wtedy przypomniałam sobie, że przecież żyli na świecie wielcy filozofowie, mędrcy i poeci, z których dorobku mogę czerpać. Poszłam do mojego byłego nauczyciela historii oraz filozofii i rozpytuję jak i co.
- Hmm... - powiada nauczyciel. – Był na przykład taki Goethe.
- Dobrze - zgodziłam się. – Niech będzie Goethe. Ale co on takiego powiedział?
- Powiedział: „Więcej światła” – odparł nauczyciel. - Do dziś go szanują.
Na drugi dzień w biurze dyrektor miał z nami naradę. Potem pyta o wolne wnioski.
Więc ja wstaję i mówię spokojnie:
- Więcej światła.
Dyrektor poczerwieniał i pyta słodko:
- Czy to oznacza, że niby niejasno się wyrażam?
Poleciałam do nauczyciela z wymówkami. Bardzo się zmartwił i polecił mi sławne powiedzenie Galileusza „A jednak się kręci”. Tym razem dyrektor zagroził mi, że za takie oszczerstwa mogę mieć proces, nie mówiąc już o zwolnieniu z pracy. Straciłam serce do wielkich ludzi, nauczyciel namówił mnie jednak do ostatniej próby i wytypowaliśmy Sokratesa. Zawsze to jeden z największych filozofów Starożytności. Sokrates mawiał często: „Wiem, że nic nie wiem”. Ale na drugi dzień w biurze straciłam odwagę i zamiast rąbnąć całe „Wiem, że nic nie wiem” powiedziałam tylko: „A ja coś wiem”, tak na wszelki wypadek, żeby się można jeszcze wycofać. Wszyscy milczeli.
Poczułam się lepiej i powtórzyłam:
- A ja coś wiem.
Znowu nic. „Dobrze idzie - pomyślałam sobie. – Zdaje się, że Sokrates chwycił”. Nie minęło pół godziny, jak wezwano mnie do dyrektora. „To koniec - pomyślałam sobie. - Dyrektor kontra Sokrates. Nie dam rady”. Dyrektor powitał mnie na stojąco.
- Niech pani siada, droga koleżanko. Może papieroska, herbatki?
Ścierpłam, ale pomyślałam sobie, że teraz już wszystko jedno. Zamknęłam oczy i walę:
- A ja coś wiem.
- To może koniaczku? - nachylił mi się do ucha. - Mam taki fundusik reprezentacyjny…
– A ja coś wiem - brnęłam uparcie.
Dyrektor jęknął:
- Urlopik?
- A ja coś wiem - powtórzyłam.
Dyrektor zwinął się, ale zaraz wyprostował:
- Urlopik plus awansik.
- A ja coś wiem - nie dawałam za wygraną.
Dyrektor zatoczył się i rzekł ochryple:
- Urlopik, awansik i premia.
- Dobrze - zgodziłam się – A urlopik oczywiście płatny.
- Naturalnie, droga koleżanko! Jakże się cieszę. Wiedziałem, że na panią mogę liczyć. -
Odprowadził mnie aż do drzwi. I w ten sposób, kochani, nareszcie zostałam doceniona. „Sokrates, ten to miał głowę!” – pomyślałam.